42 comments on “Klecanki (Polistes spp.) – istny galimatias!

    • Dodam jeszcze z wlasnych obserwacji, osy z tego rodzaju sa wybitnie cieplolubne, w zimne, deszczowe dni siedza nieruchomo na gniezdzie, podczas gdy szerszenie i inne osy lataja calkiem zwawo, czasem sa jednymi z bardzo nielicznych owadow latajacych w takie dni. Ciekawi mnie, co sie wtedy dzieje z ich larwami ze nie gina z glodu gdy robotnice w chlodne deszczowe dni nie poluja, moze przechodza w jakis stan ”mini-diapauzy”? 😀 Mialem co roku duzo ich gniazd w blaszanym dachu, w tym roku z poczatku byly, pozniej, gdy szerszenie, ktore gniazdowaly w poddaszu urosly w sile klecanki jakby zniknely, podejrzewam, ze za sprawa moich ulubiencow z rodzaju Vespa 😀 Co do agresji, nigdy mnie nie zaatakowaly, a obserwowalem ich gniazdo nieraz z bardzo bliska 🙂 W ogole to agresje spotykam u os z rodzaju Vespula i Vespa gdy jest sie zbyt blisko gniazda, zas rodzaj Dolichovespula i Polistes to oaza spokoju 🙂

      • O widzisz, o tej ciepłolubnej naturze klecanek to ciekawa informacja i zaraz ją dopisze do artykułu, bo nie spotkałem się z tym w literaturze. Z tymi larwami, to może być mini-diapauza, ale możliwe po prostu, że są odporne na takie krótkotrwałe niedobory pokarmu 😀 Z agresywnością u u osowatych, to póki co tylko raz miałem nieprzyjemną sytuację z ziemnym gniazdem Vespula, było to jakoś na jesieni i skubane były wówczas mocno nabuzowane, nie wiem z jakiego powodu, ale wiem, że jedna z nich mało mi nie zaryła w oko, gdyby nie okulary, to było by nieciekawie, a tak czy to Vespa, czy Dolichovespula, to zawsze są dla mnie wyrozumiałe przy gnieździe. Przy okazji tego artykułu, napisał do mnie znajomy (również miłośnik owadów) i też pisał, że klecanki są wobec niego bardzo łagodne, w tym roku muszę poszukać ich przy gnieździe i ostatecznie się o tym przekonać na własnej skórze 😀

        • Ja obserwowalem tego lata gniazdo szerszeni z odleglosci okolo metra, najpierw jedna robotnica wyleciala mnie spokojnie ”postraszyc”, zignorowalem to i po okolo 10 minutach jedna z robotnic siedzacych na gniezdzie doslownie blyskawicznie znalazla sie na moim uchu, smiem twierdzic,ze gdybym strzepnal ja o pol sekundy pozniej, poczulbym, czym jest uzadlenie szerszenia. Co do Vespula gniazdujacych w ziemi, stalem u wylotu ich gniazda i po okolo 10 minutach zaczela kolo mnie krazyc jedna, pozniej kolejne wiec zdecydowalem sie oddalic 😉 O jak to zwykles mowic ”osy wlasciwe” oraz klecanki sie nie martwie, mimo corocznych wahan liczebnosci jest ich duzo, natomiast obawiam sie o przyszlosc moich ukochanych szerszeni, jest to mimo wszystko dosyc rzadki gatunek, a mimo bezlitosnie tepiony. Tak w ogole to mam swira na punkcie os, moja ulubiona grupa owadow 😉

        • U mnie gniazda szerszeni są zwykle ulokowane dość wysoko, ale w ubiegłym roku trafiłem na kolonie, która znalazła dziuple tuż przy samej ziemi… przyznam, że były bardzo łagodne, podchodziłem bezpośrednio do nich i po za paroma bzyczącymi mi nad uchem osobnikami, żaden mnie nie zaatakował. Z tą rzadkością szerszeni, to podejrzewam, że w różnych regionach może być różnie, u siebie akurat widuje ich całkiem sporo, późnym latem, przy krzakach lilaku potrafią ich być dziesiątki, choć faktem jest, że niestety szerszeniom dużo się od ludzi obrywa, a szkoda bo też je bardzo lubię i mam do nich wielki respekt. W ogóle, osy, obok niektórych gąsieniczników i grzebaczy są moimi ulubionymi błonkówkami, więc widzę, że swój trafił na swego 😀

        • Totalnie jestem spoza tego świata. Przepraszam że tak zrobiłem ale było… Otóż, pracowałem sobie przy płocie i widzę, osy wlatują do dziurki w ziemi, godziny już popołudniowe i mi przeszkadzały. Zadeptałem tą dziurkę. Chwilę potem już spora ilość krążyła wokoło miejsca, blisko więc je przydeptałem, wgniecione w ziemię z 8-10szt ale chyba wszystkie się wygramoliły i… uciekałem wokoło domu, dopadło mnie 3 może 4, potem druga runda i do garażu – ależ się zdziwiłem jak w garażu spod koszuli wyleciały 2, oczywiście żądląc mnie w brzuch. W sumie zaliczone w jednej akcji 7 użądleń. Były dosyć małe, może młode ale dały popalić :). Co do szerszeni – mam ich bardzo dużo wokoło domu. Raz gniazdo w kalenicy sąsiada, było potężne, jakieś 40-50cm, na jesień rozebrały gniazdo i od 2 lat tam go już nie było. Drugi raz na działce obok, w wychodku. Ogromne gniazdo. No i pomiędzy trafiły mi się też w szczelinie ocieplenia – wchodziły po murłacie. Musiałem niestety podziałać chemią i wytruć. Akurat to balkon przy sypialni, w nocy gorąc a tu strach otworzyć okno. Co ciekawe, przyzwyczaiłem się do nich (poza tymi w murze) o ile nie wpadają do domu. Mają stałe trasy przelotu, tam i z powrotem, dosyć precyzyjnie powtarzane. Najgorzej wieczorem przy grillu, lampka na tarasie i miałem już 7-8 szt na ścianie raz. W tym sezonie latają ale nie widzę gniazda w pobliżu, jest ich mniej.
          Klecanki zauważam dopiero od niedawna świadomie, przyznam że stresują. I czytając powyższe dowiedziałem się że gniazdo pod parapetem przy wejściu do domu to było gniazdo klecanek, jasnoszare, otwarte, na cienkim pałąku długim na 2cm. Komórek było ~12-15, no niestety zlikwidowałem, latały przy wejściu do domu.

      • Wczoraj robiłam im zdjęcia z odległości ok.30cm, klecanek było 7-10 w domku dla owadów. Nie wydawały się być agresywne ani zaniepokojone. Chyba żaden owad, który nie jest sprowokowany czy to gwałtownymi ruchami, czy zbyt bliskim kontaktem, nie użądli/ukąsi. P.S. Bardzo ciekawy artykuł.

  1. Bardzo dobry artykuł, sporo nowego się dowiedziałam. 🙂
    Klecanki widuję często i ani razu nie spotkałam się z najmniejszym przejawem agresji z ich strony. Ale nigdy nie natknęłam się na gniazdo, więc nie wiem jak by to mogło być. Szerszenie przecież też są milusie, jak gniazdo daleko. 😉

    • No właśnie, też nie mam szczęścia do gniazdujących klecanek, jak już trafiam na ich gniazda, to puste, stąd moje wątpliwości… ech, trzeba będzie poszukać, może w nowym sezonie w końcu się trafią, fajnie by było zobaczyć dominujące samice na własne oczy 😀

      • U mnie na poludniu Polski jest bardzo duzo Polistes dominula, mam wrecz wrazenie, ze z kazdym rokiem coraz wiecej, gniezdza w blachach i dachowkach 🙂 Bardzo lubie obserwowac ich charakterystyczny lot z opuszczonymi odnozami 🙂 Za to nigdy nie spotkalem klecanek gniazdujacych na roslinach 🙂

        • A to widzisz, u mnie z kolei więcej jest nimpha, a to właśnie ten gatunek najchętniej się usadawia na roślinach. Z kolei dominula jest u mnie zdecydowanie mniej, zdjęcia tej samiczki pod opisem tego gatunku, zrobiłem w Warszawie. Oczywiście miałem też zrobione u mnie, w Olsztynie, ale było zdecydowane gorsze, więc zdecydowałem się na to 😉

  2. Namieszali z ta systematyka, a wlaczenie Sphecidae do pszczol to juz w ogole glupota 😀 A czy dominula nie nazywala sie kiedys czasem dominulus? 😉 A najlepsze, ze klecanki i ”osy wlasciwe” w zamierzchlych czasach nalezaly do rodzaju Vespa, nie wyobrazam sobie na dzien dzisiejszy takiej ich przynaleznosci, kluje to w oczy jak cholera 😀

    • Hehe, no przyznam, że trudno się przyzwyczaić do faktu, że np. taki taszczyn pszczeli, który poluje na pszczoły, praktycznie sam się nią stał 😀 Ano się nazywała dominulus, zresztą miała kiedyś sporo tych nazw, co jedna, to jeszcze dziwniejsza 😀 Ja w sumie też sobie nie wyobrażam, ale z drugiej strony nie zdziwię się, jeśli ktoś znowu wróci do pomysłu, by tworzyły wspólny rodzaj, w końcu sytuacja z Sphecidae pokazuje, że nie takie cuda są możliwe 😀

  3. Z wielką uwagą przeczytałem ten artykuł, ponieważ spotykam, fotografuję i filmuję klecanki u siebie (między Łodzią a Bełchatowem). Obserwuję z przyjemnością ich zachowanie i „prace domowe”, zacięte bójki, wentylowanie gniazda skrzydłami, a zwłaszcza bąbelkowanie nektaru w w otworze gębowym: – pojawia się – rośnie – maleje – znika. O ile pamiętam robią to też samce (muszę zajrzeć do archiwum na dysku zewnętrznym).

    Gniazda budowane są u mnie zwykle na pędach situ na ugorach i pastwiskach. Obok jednego z nich była sieć tygrzyka paskowanego. Nigdy nie widziałem, żeby wpadła tam klecanka. Czasem gniazda niszczone są przez psy (?), borsuki (?), dziki (?). Obserwowałem i fotografowałem pod lasem oderwane gniazdo leżące na ziemi. Było największe, jakie widziałem, i nie wydłużone, ale prawie okrągłe. Po gnieździe biegało ponad 20 podnieconych klecanek. Po 3 dniach po gnieździe i osach nie było śladu.

    Klecanki oceniam jako najbardziej przyjazne osy, pozwalające na zbliżenia rąk i obiektywu na kilka cm. Nigdy żadna do mnie nie wystartowała, chociaż sporo zamieszania robiłem np. odgarniając pędy situ do ustawienia aparatu na statywie. Te ze zniszczonego gniazda leżącego na ziemi też mnie nie zaatakowały. Warunek (chyba): unikać szybkich ruchów, wszystko robić spokojnie i płynnie.

    A co do szerszenia, jedno z gniazd obserwowałem w kilkuletnim wale ziemi wybranym podczas pogłębiania rowu na łące. Wejście było kilkanaście cm na normalnym poziomem ziemi.

    Dziękuję za wpis i pozdrawiam wszystkich klecankolubów.

  4. Witam, mam kilka rodzin pod moim dachem, a właściwie dachówką. Zaobserwowałem je w zeszłym roku, gdy na dachu mocowałem antenę. Z moich obserwacji wynika, że są mało agresywne, za to ciekawskie. Gdy w słoneczny dzień mocowałem antenę, to przeleciała jedna, usiadła ok 40cm odemnie na kalenicy i obserwowała, za kilka minut pojawiła się druga, usiadła w podobnej odległości ale na drucie odgromówki komina, po ok 2min pojawiła się trzecia znacznie bliżej – wolałem nie przeszkadzać w zlocie i wróciłem w deszczowy dzień. Drugi epizod w pochmurną pogodę wieczorem, wchodząc na dach z drugiej strony wyleciała jedna usiadła wyżej i ok 1m, druga wystawiła tylko głowę z szczeliny z której pierwsza wyleciala. Dokończyłem swoje pracę pod okiem kluczyki. W obu przypadkach nie przeganiałem, nie machałem, udawałem że nie widzę. Obecnie aktywnie pracują i wylatują z kilku miejsc. Nie wchodziłem na dach, a ludźmi z poziomu ziemi się nie interesują, nawet gdy przechodzi się, przystaje na wyciągnięcie ręki od wylotu z gniazda. Chciałbym profilaktycznie się ich pozbyć bo od strony gniazda mam plac zabaw dla dwójki małych alergików, typowa pułapka na osy z butelki i wody z miodem lub cukrem obchodzi je jak zeszłoroczny śnieg.

    • Drogi Ramzesie, pozwole sobie odpowiedziec na Twoj post, mianowicie w przypadku klecanek jest wieksza szansa na to, ze Twoj pies lub kot zrobi dzieciom krzywde niz te mega spokojne osy gniazdujace wysoko na dachu, sam zreszta zauwazyles ze ludzmi sie nie interesuja 😉

      • Sprzedam osy – jak lecą. Oswojone. Łapanie we własnym zakresie. Ostróda -Warmińsko-mazurskie.

  5. Przy fotografowaniu klecanek rdzaworożnych doznałem ukąszeni dwukrotnie w rękę i nie było to miłe. Ból i swędzie utrzymywało się przez kilka godzin. Uważam, że ukoszenie pszczoły , osy , nie mówiąc o szerszeniu może być bardziej dotkliwe .

  6. Miałem swego czasu na podwórku ławeczkę przed starą murowaną komórką, dodatkowo obitą deskami. Pomimo tego, że siadywałem razem z moja dziewczyną na tej ławeczce a pomiędzy naszymi głowami ciągle wlatywały i wylatywały klecanki, to nigdy nie widziałem u nich śladów zaniepokojenia. Moim zdaniem klecanki sa bardzo łagodne.
    Co innego jeśli bezpośrednio naruszy się ich gniazdo. Wtedy nerwy im puszczają, co na własnej skórze przeżył mój kolega, który nieopatrznie przewrócił ławkę, pod którą wisiało gniazdo klecanek.

  7. Jakiś czas temu na tarasie miałem plastikowy stolik z nogami pustymi w środku. W jednej z nóg powstał otwór w wyniku pęknięcia i tam zagnieździły się klecanki (tzn. w tej nodze). Podczas siedzenia na tarasie nie można było wyczuć żadnych oznak agresji.
    Dawno temu miałem też gniazdo szerszeni w dziupli w starej jabłonce, na wysokości ok 1 metra nad ziemią. Często stałem obok gniazda , obserwowałem wlatujące i wylatujące osobniki z odległości najwyżej jednego metra. Przelatywały obok mnie i wcale się mną nie interesowały – może się do mnie przyzwyczaiły.

  8. Obserwuje je rokrocznie w cieple, słoneczne wrześniowe dni, jak uganiają sie miedzy sobą na betonowych słupach energetycznych przy ulicy, myśle, że może miec to związek z godami 😉 Swoją drogą, trafiłem jakiś czas temu na ciekawy artykuł w czasopiśmie „Kosmos” na temat pasożytów i parazytoidów klecanek, jego tytuł to „Pasożyty i parazytoidy klecanek” jest o czym poczytac 😉 Zastanawia mnie u nich jedna rzecz, mianowicie zdarza sie, że spośród rozwijających sie normalnie gniazd Polistes dominula, lubi trafic sie jedno lub kilka gniazd, które przez cała wiosne i całe lato jest zasiedlone przez JEDNĄ! tylko samice, nie pojawiają sie w ogóle robotnice, królowa tylko siedzi i siedzi cały czas na gnieździe. Myśle, że to też może byc wpływ różnych pasożytów na jej zachowanie 🙂

  9. Zacznę od tego, że jestem „zielona” w tematyce owadów. Całkiem niedawno się dowiedziałam, że oprócz naszych pospolitych os, które lgną do wszystkiego co słodkie i wyjątkowo uprzykrzają letnie dni, to są jeszcze inne, łudząco podobne do tych pierwszych.
    Mieszkam w Austrii okolice Krems nad Dunajem, mamy domek, ogród, taras i oczko wodne – nie żebym się chwaliła (haha), chodzi mi bardziej o naświetlenie sytuacji. Tak więc na tym tarasie znajduje się duża plastykowa skrzynia, w której trzymamy cienkie szczapki drewna na rozpałkę. Tam właśnie zeszłego lata zaczęły zlatywać się osy. Byłam lekko poddenerwowana, bo wiem z autopsji, jakie są wredne, tym bardziej, że w okół mnóstwo owoców, winorośl pod sufitem tarasu, dookoła maliny truskawki. „No to będzie jazda z tymi osami – pomyślałam – nawet człowiek spokojnie szklanki zimnego piwa się nie napije, bo te cholery wszędzie wlezą!” Dodam, że w/w skrzynia stoi obok sofy! I co się okazało? Zaciekawiły mnie zwyczaje tych stworzonek, ponieważ nawet jeśli ktoś usiadł na skrzyni, pukał w nią, chciał rozdrażnić osy, one nic! Zupełnie ignorowały człowieka! Pomyślałam, że to nie możliwe, że nie mogły aż tak logicznie myśleć i wydedukować sobie, że „skoro jesteśmy tak blisko człowieka, to trzeba się przyzwyczaić”. Przypomniałam sobie, gdy w dzieciństwie u dziadka na strychu domu zagnieżdziły się osy, to była totalna masakra, były wszędzie i nie dawały spokoju! A te – całkowita ignorancja człowieka, zero agresji, czy w ogóle jakiegoś zainteresowania człowiekiem, owocami na stole, czy innymi słodkościami w postaci ciasta itp. Wtedy zaczęłam drążyć temat…i trafiłam tu! Dziękuję za ten artykuł, to mi naprawdę wiele wyjaśnia. Mój partner chciał, gdy przyjdzie zima i owady będą w letargu, po prostu spalić gniazdo, ale gdy dowiedział się, ze są pożyteczne, łapią inne, często gorsze „robale”, stwierdził, że takie spokojne „wespe” mogą sobie razem z nami żyć. Obserwowałam je zeszłego lata razem z partnerem i to on mi podsunął myśl, ze coś z tymi osami nie tak, oprócz tego, że zero agresji i skłonności do słodyczy, to (czego nie było w artykule) one świetnie pływają! Potrafią z dwóch metrów dopłynąć do brzegu w bardzo szybkim tempie (mamy duże oczko wodne. Zwykłe osy potrafią jakieś 20/30 cm dopłynąć do brzegu, może trochę więcej, ale szybko się męczą i toną. Te osy są niesamowite w swoich wyczynach wodnych, nie mówiąc już o tym, że potrafią same z własnej woli zanurzyć się całkowicie! Teraz już wiem, po co to robią w upalne dni – studzą gniazdo. Po głębszych przemyśleniach z partnerem doszliśmy do wniosku, że gniazdo zostaje! Lepsze miłe towarzystwo spokojnych os, a niżeli miałyby jakieś bestie typu osa właściwa, szerszeń zagnieżdzić się pod dachem tarasu. Pozdrawiam serdecznie twórcę artykułu i innych komentujących. Może mój komentarz też komuś się przyda, gdy będzie miał dylemat, czy zniszczyć gniazdo. 😀

  10. Właśnie szukałem takiego artykułu albo w sumie owada, który jest podobny do osy (tej zwykłej najbardziej znanej) z tego względu że zostałem ostatnio użądlony. Wyglądem przypominało to osę ale osę, która ma więcej czarnego koloru. Użądlenie było bolesne ale fakt jest taki, że po dwóch dniach jeszcze czuję to użądlenie i jest delikatny obrzęk. Przy użądleniu zwykłej osy, po pół godziny, nie było śladu po użądleniu a tutaj jednak jest. Tak więc jestem przekonany, że to była Klecanka.

  11. Niechcący przygniotłam wczoraj jakąś klecankę. Uparła się siadać na mnie gdy wyszłam mokra z jeziora i chciałam się osuszyć na słońcu – zdaje się że zlizywała ze mnie wodę. Nie zauważyłam, że znowu wróciła i położyłam się na ręczniku, a przy okazji również na klecance. Użądliła, ale trudno powiedzieć, żeby ból był jakiś szczególnie silny. W pierwszym momencie wyraźnie piekący/szczypiący, ale generalnie nic nadzwyczajnego.

    Trochę szczypie jeszcze przez 2-3 godziny po użądleniu i zostaje po tym niemiłosiernie swędzący bąbel. Doświadczenie bardziej nieprzyjemne niż bolesne. Naprawdę bolesne to było jak mnie kiedyś w krzakach dziabnął w łydkę tygrzyk lub inny tej wielkości pająk. I właśnie na te duże leśne pająki trzeba uważać, bo potrafią przegryźć skórę a później ciężko się to goi.

  12. Sugerowałbym zwrócenie uwagi na drobne błędy. Blog popularyzujący wiedzę ale z zacięciem naukowym. „Poza”, „niemniej” (w kontekście, w którym zostało użyte) to pojedyncze słowa.

  13. Wczoraj zauważyłam przy domu całą masę takich dziwnych jak dla mnie os. Dziwnych, bo większych niż zwykłe osy. Są również smuklejsze. Przeczytawszy ten artykuł myślę, że to mogą być klecanki. Ale nie mam pewności. Mają około. 1,5 cm, może nawet więcej. Są smukłe i mają znaczne przewężenie. Ponadto gdy latają to wyglądają jakby miały znacznie dłuższe nogi niż zwykłe osy, tak jakby „ciągną za sobą nogi”. Latają głównie przy kalenicy, wydaje im się, że wchodzą pod dachówki, na strychu nie ma jednak gniazda. Wg mnie wchodzą w przestrzeń pomiędzy dachówkami, a deskowaniem. Jest tam kilka cm, czy to wystarczy na wybudowanie gniazda? Cała masa siedzi również w skrzynce gazowej, ale nie zrobiły w niej gniazda. Czy można je jakoś przepędzić? Mam 3 małych dzieci, nie chciałabym by je pogryzły, a są dosłownie wszędzie.

  14. Uber ciekawy wpis.
    Wnioskuję zatem, ze plagą u mnie są właśnie klecanki. Muszę dobrze przyjrzeć się jeszcze z bliska. Po czym wnoszę: budują gniazda w każdej możliwej szczelinie, puszce, skrzynce z gazem, rurce i co najgorsze w oknach dachowych, gdy są uchylone itp.
    Gniazda nie są opakowane tj, jakby owinięte papierem ale po prostu albo mała gruszka, z kilkunastoma otworami albo takie piętrowe gniazdo bez owijki. Dobrze kombinuję?

    • ach zapomniałem dodać, że w tym roku zupełnie nie ma u mnie gliniarzy Sceliphron destillatorum.

  15. Miałem okazję spotkać osobnika na gnieździe i odległość ok 1 metra byla wystarczająca, żeby ustawiła się w pozycji startującej w moim kierunku. 😉 Nie zbliżyłam się bliżej, ale ewidentnie miała mnie na oku i myślę że nie wahałaby się w tej sytuacji.

  16. Świetnie, że znalazł się ktoś to wskazał na problem z systematyką klecanek w Polsce!

    Odnośnie użądlenia – w krótkim odstępie czasu miałem nieprzyjemność być użądlonym przez szerszenia i klecankę – ból od szerszenia jest palący, rozszerzający, pulsujący, przechodzi po kilku h.

    Ból po klecance był silniejszy, ostrzejszy, jakby ktoś wbił nóż i obracał nim. Z taką siłą trwał kilka minut, a następnie często wracał. Nawet następnego dnia miejsce użądlenia pobolewało – wiec potwierdzic tylko mogę, że jest to niewątpliwie bardziej nieprzyjemne od szerszenia, ale pewnie mniej niebezpiecznie gdyż ilość jadu jaka jest w stanie podać klecanka jak i obszar opuchlizny/bólu są mniejsze.

    W moim przypadku klecanka nie była spokojna – zrobiły gniazdo od spodu stołu ogrodowego, przesuwając lekko stół dwie wyleciały i od razu ruszyły do ataku.

  17. Mnie wczoraj zaatakowało kilka os , w pobliżu ich gniazda które wypatrzyłem po ich ataku. Jedna lub dwie użądliły mnie w grzbietową część dłoni.Ból w pierwszej chwili był bardzo duży , jakby przypalenie rozżarzonym drutem, według mnie silniejszy niż zwykłej osy czy pszczoły, ale dość szybko minął. Następnego dnia miejsce użądlenia było lekko opuchnięte , swędzące . Wyglądały inaczej niż osy które dotychczas spotykałem w domu czy w ogrodzie. Zauważyłem że były ciemniejsze i smuklejsze od zwykłych os i w locie tylne odnóża długie i „zwisające” do tyłu i w dół. Może były to właśnie klecanki . Przed tym zdarzeniem nigdy nie słyszałem o klecankach , ani skali bólu Schmidta, więc to silne odczucie bólu nie powstało na skutek zasugerowania się czyjąś opinią.

  18. W kontekście owadów jestem laikiem, ale trafiłem na tą stronę już drugi raz. Najpierw szukając informacji na temat czarnego chrząszcza, który na przełomie czerwca i lipca robi inwazje na mój dom (mieszkam w lesie sosnowym), a później w wyniku ataku os na moją osobę. Gościłem ostatnio w ZOO w Opolu i podeszliśmy z rodziną umyć ręce w jednym z dostępnych kranów. Nie wiedzieć skąd nagle poczułem silny ból ręki (coś pomiędzy uszczypnięciem, a porażeniem prądem, jak wtedy to zdiagnozowałem, choć chyba kontakt z kwasem byłby lepszym deskryptorem tego odczucia). Nie wiedziałem co się dzieje, nie widziałem przeciwnika, a zaraz poczułem drugie i trzecie użądlenie! Wtedy dopiero zobaczyłem osy. Szybko ewakuowałem dzieci i sam uciekłem, a potem zacząłem zwijać się z bólu. Nie żeby był jakiś straszliwie duży, ale jednak trzy użądlenia w tym samym czasie w jedną rękę to sporo. Nie miałem bąbla czy coś w tym stylu, ale był ślad po nakłuciu i czerwony obrzęk. Ból jednak szybko mijał i po pół godziny w zasadzie czułem lekkie pieczenie. Muszę jednak zaznaczyć, że mam grupę krwi A rh- i raczej dobrze znoszę użądlenia różnych owadów. Średnio je też przyciągam. Ukąszenia komarów raczej mnie nie swędzą, bąble są małe i szybko znikają. Moja Żona natomiast ma grupę B rh+ i jak ją cokolwiek ugryzie (komar, osa, giez) to cała puchnie. Gryzą ją też po kilka razy w miejsca obok siebie. Taką samą obserwacje poczyniłem co do innych członków rodziny. Ci którzy mają moją grupę nie mają problemu z owadami, a osoby z grupą B rh+ strasznie cierpią. Śmieję się nawet, że jak komar mnie ukąsi to zdycha. Ale do meritum. Osy które mnie zaatakowały miały charakterystyczny lot, podczas którego mocno zwieszały tylne odnóża. Niejednokrotnie miałem styczność z „pospolitą osą”, (między innymi mój Dziadek woził gniazdo w bagażniku trabanta i śmiał się, że to najlepsza ochrona przed złodziejami), przypadkiem zostałem też kiedyś przez nią użądlony jako dziecko, ale nigdy nie spotkałem się z takim lotem i taką agresywnością. W internecie znalazłem informację, że mogła to być klecanka, ale nie jestem pewien. Stąd mój dzisiejszy wpis pod artykułem.

  19. Witam. Dobry artykuł. Znalazłem go ponieważ 2 dni temu użądliła mnie klecanka i zaskoczony byłem skalą bólu. Gniazdo klecanki zrobiły sobie na drzwiach od blaszanego garażu. Od strony południowej. Najpierw jedno, a po miesiącu drugie. Do garażu wchodziły przez … dużą dziurkę od klucza.
    Nic mi nie robiły, więc i ja ich nie ruszałem. Dziwiło mnie, że nie reagują przy otwieraniu drzwi, gdy całe gniazdo przesuwało się razem z drzwiami. Czasami obserwowałem gniazdo z bardzo bliska, ale nie reagowały. Niestety wczoraj praktycznie bez powodu jedna użądliła mnie w ramię. Ból dość silny, piekący. Jak przy silnym oparzeniu. Po dwóch dniach występuje rumień i silne swędzenie. Jestem pszczelarzem, użądlenia pszczół odbieram jako delikatne ukłucia (czasami występuje reakcja alergiczna, nie wiem dlaczego), użądlenie osy jest bardziej bolesne i zawsze z reakcją alergiczną. Raz zostałem użądlony przez szerszenie. Wsadziłem przez pomyłkę rękę w gniazdo, które zrobiły sobie na strychu w starych ubraniach. Generalnie, szerszenie, to bardzo spokojny owad. Ich użądlenie też odebrałem jako mniej bolesne.
    W tej sytuacji, z uwagi na bezpieczeństwo dzieci, które zjechały na wakacje, oba gniazda musiałem usunąć.

  20. Potwierdzam, że klecanka boli jak jasny pierun, a dużo „robalków” mnie użądliło w życiu i nie robię z tego większego halo. Opinia ta się ukształtowała u mnie bez uprzedzeń, bo nie wiedziałam nawet co to jest w momencie popełnienia przez klecankę przestępstwa przeciwko mojej osobie.

  21. My mamy od kilku lat gniazdo klecanek na balkonie, najpierw mieszkały pod balustradą, a teraz w środku plastikowego kruka odstraszającego ptaki. Muszą lubić ciepło rzeczywiście, bo czarny plastik w słońcu się bardzo nagrzewa. Wlatują do środka przez otwór, ale też często siedzą na powierzchni. Są zupełnie nieagresywne, nawet nie reagują na trzepanie pościeli bezpośrednio przy ich gnieździe, co jest przecież dosyć dynamiczne. Nigdy żadna nie pogoniła ludzi ani kotów i bardzo je lubimy. 🙂

  22. Właśnie wiosna w rozkwicie i klecanki klecą swoje gniazdka na naszym tarasie, w szparach drewnianej konstrukcji poręczy. Jest kilka królowych i kilka gniazdek (co najmniej 3) oddalonych ok. 1 m jedno od drugiego. Co ciekawe, mam wrażenie jakby wszystkie królowe współpracowały przy wszystkich tych gniazdach. Dają się obserwować z bliska, jak dotąd nie spotkałam się z agresją. Dziecko bawi się obok, koty łażą po poręczy ale postanowiłam klecanek nie wyganiać, bo w zeszłym roku też już tam były i nic nikomu nie zrobiły. Mieszkamy na wsi i musimy jakoś żyć z tą przyrodą. 🙂 M.in. w zeszłym roku w pokojach na poddaszu „wyhodowałam” dwa pokolenia os gliniarzy. Lokalizacja: Pogórze Izerskie.

  23. Cześć, mialem przyjemność poznać te Klecynke, ale problem jest taki, że nastąpiło to rok temu na moim balkonie, który jest wystawiony na promienie słońca. Klecynke wybrała sobie to ciepłe miejsce na założenie gniazda od strony mojego mieszkania w zacienionym miejscu. W zeszłym roku w czasie jej nieobecności doprowadziłem do eksmisji, ale jeszcze przez jakiś czas wracała szukając gniazda. W tym roku już jej wyczekiwałem i dziś pojawiły się dwie sztuki. Jedna już przygotowała mocowanie pod gniazdo druga dopiero się szykowała. Problem drugi jest taki, że mam dziecko które często wychodzi na ten balkon i nie chciałbym by zostało ukąszone. Czy jest coś co je odstrasza? Mogę wypryskach barierke jakąś chemią ale czy jest coś jeszcze?
    Pozdrawiam
    Rafal

  24. Ja zostałam użądlona przez klecankę nad Biebrzą (jak siadałam to moje kolano wylądowało na ich gniezdzie). Ból był słaby, mniejszy niż po osie, ale dostałam na jej jad reakcji alergicznej i to co się potem działo to była dopiero masakra – przez dwa dni miałam ogromne bąble na nogach, nie mogłam chodzić, musiałam polewać nogi ciągle zimną wodą, żeby jakoś funkcjonować. W końcu pojechałam na szpitala gdzie wszystko minęło po jednym zastrzyku. Do dzisiaj bardzo uważam na wszystkie oso-podobne owady.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s